Jak oswoić Wietnamskie Hanoi

Pobudkę punktualnie o 7:30 jak co dzień zaserwowały mi wiadomości prosto z ulicy. Każdego poranka i popołudnia do znudzenia powtarza się ten sam schemat: patriotyczna muzyczka i pół godziny codziennych newsów dla okolicznych mieszkańców. Wszystko o głośności rockowego koncertu, a jakość – sprzęt i nagłośnienie najwyraźniej pamiętają poprzednie stulecia. Witaj nowy dniu!

Z początku nie chcąc urazić domowników, zachowałam uwagi w stylu „co za denny pomysł z tymi wiadomościami” dla siebie. Jednak szybko okazało się.. że nikt tego nie lubi. To przymus serwowany przez rząd.

Tego dnia wreszcie wyszłam na miasto i spotkałam się pierwszy raz z Thu, moją nową wietnamską znajomą. Potwierdziło się więc, że wiadomości to tylko czubek góry lodowej. Obywatelom nie wolno jest publicznie krytykować rządu, właściwie to lepiej w ogóle z opinią jakąkolwiek wstrzymać się w nieskończoność. Na studiach regułki o komunizmie wkuwane są na pamięć, a regularne testy pisemne sprawdzają, czy aby uczniowie nie zapomnieli śpiewki. Co więcej, na mieście od kilku dni wywieszone są flagi wychwalające pamięć o rewolucji Rosyjskiej z 1917 roku (skutkiem tejże było powstanie dyktatury partii komunistycznej).

Na koniec powszechne blokady w internecie, między innymi blogów 🙂  Tak, swojego też stąd (teoretycznie) nie mogę prowadzić. Taka dygresja.

Zwierzęta do jedzenia

Nie nazywam się wegetarianinem, nie nazywam się nawet oszukanym wegetarianinem choć od kilku miesięcy właściwie rzadko zdarza mi się delektować mięsem. Natomiast zdecydowanie doradzałabym Hanoi jako receptę na zostanie vege, jeśli ktoś ma takie aspiracje.

Będąc miłośnikiem zwierząt nie łatwo jest przechadzać się uliczkami Wietnamu. Pomijam fakt sławnego i zarazem kontrowersyjnego mięsa z piesków. Faktycznie widok wypatroszonego burka z językiem na wierzchu nie należy do najmilszych, ale jakby nie patrzeć – mięso to mięso, nie?

Gorzej jest z ‘towarem’ żyjącym. Wystarczył jeden dzień intensywnego spacerowania aby kolejno minąć klatkę 0,5×1 metr wypełnioną, powtarzam WYPEŁNIONĄ puszystymi szczeniaczkami, bez możliwości podrapania za uchem, chyba że kolegę pod spodem. Dalej psy na łańcuchach o długości 30 cm próbujące biedaki ułożyć się do snu, zapomnij. Przy niektórych stoiskach powieszone są klatki z kolorowymi ptakami, aby zwrócić uwagę przechodnia na sklep. Rekordem był wściekły orzeł, piękny ptak uwiązany na lince o długości 40 cm, desperacko próbujący odzyskać utraconą wolność.

Kury i kaczki zamknięte w klatkach lub przykryte specjalnymi koszykami, czekające na sprzedaż tuż przy zasmolonej drodze pełnej skuterów z kierowcami siedzącymi na klaksonie. Już moja odporność wzrasta, a tu kolejny widoczek. Wiązanki z gęsi, komuś jedną? Trzy, cztery żywe gęsi związane ciasno za nogi ułożone do sprzedaży obok mięsa i marchewek. Dalej potykam się o kwadratowy kawał folii na której ułożone są jeszcze całkiem żywe ryby czekające na śmierć, ale najpierw musi znaleźć się klient i wytypować swojego ulubieńca z rzędu.

Oprócz towaru który przeżywa ostatnie chwile swojego życia na przydrożnych straganach, markety pełne są już zabitych, poporcjowanych zwierzątek. Ulice pachną (lub przytłaczająco śmierdzą, jak kto woli, wiadomo jaka jest moja opinia) surowym mięsem a sanepid najwyraźniej nigdy nie słyszał o Azji. Muchy z mięsa pani straganowa odgania siatką foliową przeciętą na pół. Dalej sąsiadka wykłada kolejne upieczone w całości kurczaki, a koleżanka wiesza je na gałęzi pobliskiego drzewa, żeby stoisko się wyróżniało. Na koniec głośno ostrzegając o swojej obecności mija mnie skuter z przewieszonym przez kierownicę całym prosiakiem.

No i ostatecznie moja wisienka na torcie, awangardowy tort różany z kurczaków, którego zdjęciem raczę was u dołu. Spójrzcie tylko na te uśmiechnięte dziobki, i te róże!

Muszę przyznać, że ciężko patrzy się na takie widoczki, wszechobecny zapach delikatnie mówiąc, nie pomaga. Jednak i tu przychodzi kolejna lekcja (cóż za zmarnowanie okoliczności byłoby po prostu wyjechać z obrzydzeniem). W głowie zostaną mi na długo słowa mojego przyjaciela „jeśli Ci się tu nie podoba, zawsze możesz wrócić do siebie”. Ciężka lekcja szacunku i nie oceniania innej kultury mam nadzieję, zaowocuje gdzieś w przyszłości.

20161216_184559f

One thought on “Jak oswoić Wietnamskie Hanoi

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: